Hodowla nasza istnieje od 1985 roku, jako amatorska, natomiast od 1999 roku zajmujemy się psami myśliwskimi profesjonalnie, rozszerzając swoją działalność o szkolenie psów myśliwskich wszystkich ras. Decydując się na taką działalność porzuciliśmy miejski zgiełk, przenosząc się w 1999 roku do wsi Słocin pod Grodziskiem Wielkopolskim, i adaptując do naszych celów niewielkie gospodarstwo rolne. Jako zapalonego myśliwego zawsze interesowały mnie psy myśliwskie, a przede wszystkim wyżeł, jako tradycyjny pomocnik polskiego myśliwego. Ale wtedy jeszcze wielkopolskie łowiska obfitowały w kuropatwę, bażanta i zająca, które dawały pełne zatrudnienie legawcowi. Dziś pozostały głównie jesienne i zimowe polowania na ptactwo wodne. I to był główny powód, dlaczego w 1998 roku w naszym domu zagościł pierwszy labrador.
Zanim to jednak nastąpiło, wcześniej zdarzyło mi się kilka razy polować na bażanty w Anglii. Przez dwa lata byłem nawet członkiem tamtejszej głównej organizacji łowieckiej, The British Association for Shooting and Conservation. Już wtedy podziwiałem pracę retrieverów ( głównie labradorów ) podczas takich polowań. Imponowały spokojem, pamięcią, dobrym nosem, a przede wszystkim skupieniem na wymaganiach przewodnika. Przełomowym momentem okazała się wizyta jednego z moich angielskich przyjaciół w Polsce. Polując wtedy ze mną w listopadzie na gęsi, podziwiał pasję łowiecką mojej wyżlicy krótkowłosej. Zwrócił jednak uwagę na jej małą wytrzymałość na zimno, i zaproponował mi pomoc w kupnie dobrego, użytkowego labradora w Anglii. Dlaczego w Anglii, skoro pod koniec lat dziewięćdziesiątych można było bez problemu kupić psa tej rasy w Polsce. Ano dlatego, że nie było w Polsce żadnej hodowli, która mogła udokumentować myśliwskie zdolności swoich psów. Nie interesował mnie ciężki, wystawowy typ psa, jaki przeważał w ringach wystawowych. Cały czas miałem w pamięci angielskie psy, które z bażantami w kufie skakały metrowe ogrodzenia z drutu kolczastego z lekkością właściwą wyżłom. Do tego czasu zdążyłem już "połknąć" kilka brytyjskich książek, a cały czas byłem prenumeratorem pisma myśliwskiego "Shooting Times & Country Magazine". Wynikało z nich jasno, że linie użytkowe i wystawowe w krajach zachodniej Europy rozeszły się kilkadziesiąt lat temu. Ponieważ w naszej hodowli obowiązuje zasada "po pierwsze praca", sprawy eksterieru stawiamy na drugim miejscu. Pogodziliśmy się z faktem, że nie można mieć wszystkiego. Przypuszczalnie, tylko nieliczne psy z naszej hodowli mają szanse na sukcesy wystawowe, za to mamy pewność, że większość z nich ma szanse po odpowiednim wyszkoleniu wygrywania konkursów retrieverów, i zdobywania championatów pracy. Oryginalny, pierwszy wzorzec labradora mówił - "the ideal dog for gentleman's shooting companion" - idealnym psie myśliwskim towarzyszącym w polowaniu. I taki miał być mój labrador. Pierwszą brytyjską hodowlą, do której się zwróciliśmy był najsławniejszy brytyjski kennel polujących labradorów "Drakeshead" państwa Johna i Sandry Halstead. Z powodu długiej kolejki oczekujących na ich szczenięta, mój brytyjski kolega polecił mi miot od dobrej polującej suki, pokrytej czołowym psem z hodowli "Drakeshead"- psem F.T.Ch. Aughacasla Sam of Drakeshead. W marcu 1998 w naszym domu zagościł pierwszy labrador- pies Cheslingter ONYX. Od nas otrzymał nazwę KRUK. I tak się dorobiłem najlepszego psa myśliwskiego w swoim życiu...